Piątek [11.07.2008, 17:22]
Czy wiesz, skąd się biorą pieniądze na kredyt, który zaciągasz w banku? Znikąd. Z powietrza. Bank nie posiada w depozycie tych środków, które zapisuje na koncie kredytobiorcy. Środki te prawie w całości bank tworzy z niczego w momencie udzielania kredytu. Do obiegu trafia nowy pieniądz wykreowany przez bank dzięki pożyczce udzielonej z nieistniejących środków.
Współczesny pieniądz to niemal w całości kredyt kreowany w systemie bankowym. Drukowane przez rząd banknoty i bite monety to ledwie kilka procent pieniądza w obiegu.
Nie wie o tym niemal nikt. Jak zauważył kanadyjski teoretyk mediów, Marshall McLuhan: Tylko małe sekrety muszą być strzeżone.Wielkie trzymane są w tajemnicy dzięki niedowierzaniu opinii publicznej.
Bardzo sugestywnie przedstwawia to film Pieniądz jako dług. Prawdziwa terapia szokowa dla ekonomicznych ignorantów.
Oglądając ten filmik dobrze jest jednak zachować pewną rezerwę. O ile charakter współczesnego pieniądza zobrazowany został znakomicie to już cała sprężyna nakręcająca spiralę zadłużeniową przedstawiona jest dość tendencyjnie.
Po pierwsze - silnie pomniejszony został, o ile wręcz nie pominięty, udział władzy państwowej w tworzeniu systemu pieniądza dłużnego. Wydaje się, że to właśnie wchłonięcie systemu bankowego przez państwo umożliwiło uczynienie tego systemu powszechnym i przymusowym. Na gruncie dobrowolnych umów doprowadzenie do takiego stanu bynajmniej nie byłoby oczywiste.
Po drugie - proponowane na końcu filmu środki zaradcze nazbyt zespolone zostały z władzą. Jako ratunek proponuje się szeroko zakrojone działania państwa, czyli tego elementu, który system tworzył i który jest tego systemu częścią najważniejszą.
Tak więc zdecydowanie zachęcam do obejrzenia filmu, co do niektórych jego tez proponuję jednak zachować dość solidny krytycyzm.
komentarzy
Środa [ 9.07.2008, 21:47]
Tgn na zakończenie dyskusji o e-złocie zadał narzucające się pytanie: czym e-złoto różni się od zwyklego lokowania oszczędności w złocie?
Podstawowe różnice są w moim przekonaniu dwie.
Po pierwsze - e-złoto nie jest tylko formą przechowywania wartości ale jest też (obecnie chyba nawet przede wszystkim) formą ŚRODKA WYMIANY. Oznacza to, że niekoniecznie trzymam kruszec celem zachowania stanu posiadania tylko WYMIENIAM JE za określone rzeczy. Jak poszperać trochę po Allegro to znajdziemy i e-gold i Pecunix, i GoldMoney itd.
Po drugie - złoto przechowywane u emitentów internetowych nie jest praktycznie objęte reżimem narzuconego przez władzę tzw. prawa bankowego. Tym samym państwo traci możliwość kontrolowania finansowych przepływów pomiędzy poddanymi a tym samym traci i władzę nad nimi.
Naturalną konsekwencją będzie atak państwa na waluty internetowe. Preludium już było: firma e-gold Ltd. została poddana szeroko zakrojonym represjom ze strony FBI oraz IRS (amerykańskiej agencji rządowej zajmującej się ściąganiem podatków). Zarzuty postawiono spodziewane: umożliwienie anonimowego obrotu środkami pieniężnymi.
Anonimowy obrót, zgodnie z tezami oskarżenia, umożliwia przelewanie pieniędzy terrorystom, przestępcom, pedofilom - czyli tym osobnikom z których zrobiono wytrychy na użytek gawiedzi uzasadniające najbardziej bezczelne działania władz państwowych.
Wcześniej, niejako przy okazji trwającego śledztwa - skasowano wraz z zawartością konta osób z Iranu, Kuby i Korei Północnej. Z samego Iranu było to bodaj milion dolarów w złocie. Zablokowano też całą masę innych kont (w tym polskich) z najróżniejszych powodów.
Póki co - rozwój e-złota trwa pomimo tych akcji.
Ciekawe, kiedy waluty fiducjarne zamienią się w węgierskie pengo ;)
komentarzy
Wtorek [ 8.07.2008, 19:11]
Weź do ręki banknot dziesięciozłotowy i zastanów się - dlaczego jego wartość ma być większa niż wartość zadrukowanego papieru?
Dzieje się tak dlatego, że jest ktoś, kto używa aparatu władzy po to, by taką wartość zadrukowanego kawałka papieru wymusić. Wartość ta jest czysto umowna (czy raczej - zadekretowana) i dlatego zdarza się, że spada ona gwałtownie, praktycznie do zera.
W czerwcu roku 1922 Niemcy płacili za funt chleba 3,5 marki. W październiku roku następnego cena bochenka chleba wynosiła już 630 milionów marek. Z użycia wyszły porfele. Zastąpiono je walizkami.
Duża inflacja? Na Węgrzech w roku 1946 inflacja wyniosła 41 900 000 000 000 000 % (41,9 tysiąca bilionów procent) w skali miesiąca a banknot o największym nominale opiewał na 100 000 000 000 000 000 000 (sto trylionów )pengo.
Twoje złotówki, dolary, euro mogą pewnego dnia stać się praktycznie bezwartościowe. Bardzo prawdopodobne jest, że stanie się tak wtedy, gdy powstanie i upowszechni się środek wymiany, którego wartość będzie niezależna od czyichkolwiek dekretów.
Tysiąc lat temu, sześćdziesiąt lat temu, dzisiaj - wartość 10 węgierskich pengo jest praktycznie równa zeru. Jeśli w podróż w czasie wybierzemy się mając w kieszeni uncję złota - o jej wartość martwić się raczej nie musimy.
Choć jest to przecież do pomyślenia - to jednak dziwnie byłoby płacić za zakupy w Auchanie złotym krugerrandem. W sojusz z kruszcami wszedł tutaj Internet.
Wyobraźmy sobie złotą sztabę spoczywającą w sejfie w Szwajcarii. Wyobraźmy sobie, że posiadacz tej sztaby nie jest jej właścicielem. Właścicielami w różnych proporcjach są różni ludzie zamieszkujący różne części świata.
Wyobraźmy sobie teraz, że posiadacz rejestruje kto jest właścicielem jakiej części sztaby oraz rejestruje wszelkie zmiany w tym zakresie. Jeśli pan Kowalski z Łodzi chce przekazać panu Sungowi z Pusan uncję złota za tłumaczenie tesktu z polskiego na koreański - wówczas loguje się do systemu informatycznego administratora złota i "przelewa" rzeczoną uncję na konto pana Sunga.
Tym samym powstaje system, w którym możliwy jest obrót kruszcami składowanymi w określonym miejscu bez konieczności ich fizycznego przenoszenia pomiędzy kontrahentami.
Zresztą, po co sobie wyobrażać skoro można samemu zobaczyć a nawet i założyć konto w kruszcowych bankach internetowych: Liberty Reserve, GoldMoney, e-Bullion, e-Dinar, Pecunix, E-Gold... Ilość kont to już, a może - na razie - miliony.
System ledwie raczkuje. W niedalekiej przyszłości dylemat czy lepiej mieć umowny surogat, czy towar o rzeczywistej wartości rynkowej każdy będzie musiał rozstrzygnąć sam.
Ostatni zostaną z walizkami wypełnionymi papierem.
komentarze
Poniedziałek [ 7.07.2008, 19:00]
Rzecze Pani Hartman:
"Dlaczego rzekome "wielkie afery" oparte są wyłącznie na baśniowych zeznaniach podejrzanej proweniencji świadków - i wciąż nie kończą się spójnymi aktami oskarżenia? Czy wymiar sprawiedliwości jest aż tak nieudolny, czy może żadnych afer zwyczajnie nie ma? W takim razie, po co się je bez końca roztrząsa?"
A już establishment to sami święci i naświętsi z świętych: poświęcający się dla ciemnego ludu politycy.
Moim zdaniem trzeba iść dalej i jasno sobie powiedzieć: żadnych przestępstw nie ma i nigdy nie było!
komentarze
Niedziela [29.06.2008, 11:37]
Rok 1992 Duńczycy mówią NIE dla tzw. Traktatu z Maastricht. Wściekłość Brukseli doprowadza do rozpisania w roku następnym kolejnego referendum. Wyniki są już właściwe;
rok 2001 Irlandczycy mówią NIE dla tzw. Traktatu Nicejskiego. Zostają zmuszeni do powtórnego głosowania rok później. Wyniki są już właściwe;
rok 2005 Francuzi i Holendrzy w referendum mówią NIE dla tzw. Konstytucji Europejskiej. Unia Europejska dokonuje korekt i Konstytucja Europejska pod nazwą Traktatu Lizbońskiego zostaje narzucona Francuzom już z pominięciem referendum. Jeszcze tego lata Traktat Lizboński narzucony zostanie, również bez referendum, Holendrom;
rok 2008 Irlandczycy mówią NIE dla Traktatu Lizbońskiego. Są tym razem jedynym narodem europejskim, któremu pozwolono się wypowiedzieć. To i tak za dużo. Eurokraci postanawiają zdeptać ostatnie miejsce w Europie, w którym ludzie mogli im odmówić władzy.
Według sondażu ośrodka IFOP - 53% Francuzów zagłosowałoby przeciw Traktatowi Lizbońskiemu. Nie wolno im.
Czy mówienienie o niedemokratycznym charakterze eurokracji to przesada?
http://wiadomosci.onet.pl/1774023,12,francja_odrzucilaby_traktat_lizbonski_w_referendum,item.html
komentarzy
Czwartek [26.06.2008, 21:42]
Znakomity artykuł w Rzeczpospolitej o tym jak zarabia się na tzw. "pomocy humanitarnej". Prawdziwa mafia!
"Hancock pokazuje przykłady zinstytucjonalizowanej korupcji w ramach organizacji działających pod patronatem ONZ. (Moja ulubiona: Rada Organizacji Edukacyjnych, Naukowych i Kulturalnych, wydała w jednym roku 1 milion 759 tysięcy 584 dolary na podróże i zakwaterowanie. W tym samym czasie przeznaczyła 49 tys. dolarów na edukację dla niepełnosprawnych dzieci w Afryce i 1000 dolarów na kształcenie nauczycieli w Hondurasie.)."
http://www.rp.pl/artykul/138304.html
pozdrówka wszystkim :)
komentarze
Czwartek [28.06.2007, 13:26]
Wszystko płynie, więc spływam i ja ;) Mam nadzieję, ze już bez come back'u. Przejadło mi się moje GD-hobby już nieco :)
Pozdrawiam i żegnam szanownych dyskutantów, będę miło wspominał pardonowe dyskusje. Jak tam kogoś uraziłem to proszę tej urazy nie chować, jeśli powinienem przeprosić - to przepraszam.
komentarzy
Czwartek [28.06.2007, 10:08]
W przeciwieństwie do Boga - Szatan nie jest wszechwiedzący, więc nawet w sytuacji nieuniknionej porażki żywić może nadzieję, że jakimś sposobem uda mu się ten niekorzystny dla siebie kierunek dziejów zmienić.
W jednym z filmów o Janie Pawle II pewien ateista klęczy w konfesjonale, w którym spowiada przyszły papież. Ateista ów stwierdza oczywiście, że jest niewierzący. "W co zatem wierzysz skoro nie wierzysz w Boga?" pyta spowiednik. Ateista wyjaśnia pokrótce przedmiot swej wiary. "Ale to jest to samo" - zauważa ksiądz.
Ateista może negować istnienie Szatana ale nie zaneguje istnienia zła.
Wbrew pozorom ateiście do katolika nie jest pod tym względem tak bardzo daleko. Czymże się różnią?
Ateista widzi zło: drobne, większe, ogromne.
Katolik widzi to samo: zło drobne, większe, ogromne... Ale widzi jeszcze więcej - widzi też zło czyste, potężne, skupiające na sobie wszystkie własne przejawy. Widzi owo domknięcie, zadaszenie potężnej twierdzy ciemności.
Szatan w swojej domniemanej ignorancji podejmuje działania z iście szatańskim sprytem.
Czy przy założeniu, że Szatan istnieje możemy sobie wyobrazić bardziej przewrotną taktykę niż przekonanie swych ofiar, że Szatan to mit? Czy w inny sposób może uczynić człowieka bardziej bezbronnym?
Wskazanie na artefakty rzeczywistych mitów, na zabobony, na blichtr popkultury, na sztuczną grozę spirytyzmu... Po to, aby nie patrzeć gdzie indziej.
A jeśli zanegujemy koronę Zła, to czy nie łatwiej będzie negować zło pomniejsze?
Czy nie łatwiej przełkniemy nazizm, stalinizm? Czy nie szybciej zapomnimy peany na cześć dawnych zbrodniarzy?
I tak negacja powędruje aż do piwnic tej twierdzy i jej najbardziej nieistotnych zakamarków. Nic już nie będzie złe, wszystko "odtłumaczymy" i usprawiedliwimy...
Szczęśliwie jednak stawiamy na Dobro, czyli na kartę z całą pewnością wygraną.
komentarzy
Środa [27.06.2007, 10:06]
Nie chodzi mi o prawdziwość zdarzeń.
Nie chodzi mi o fakt braku proporcji.
Nie chodzi mi o jakość źródeł.
Nie chodzi mi o zadziwiający wyjątek od zasady eurofanów patrzenia w przyszłość.
Nie chodzi mi o ciekawą intuicję w wyborze rodzaju wyzwalającej prawdy.
Nie chodzi mi o to, że to co w przypadku moim jest "maniakalnością" w przypadku niniejszym nią nie jest.
Chodzi mi o pewien fragment:
" (...) W tamtej sytuacji Polacy mieli prawo tak postąpić (...)"
Otóż, drodzy eurofani, tutaj się różnimy.
Właśnie tutaj STRASZLIWIE się różnimy.
komentarze
Środa [27.06.2007, 9:10]
"Tysiące buddyjskich mnichów w szafranowych szatach zablokowało centrum Bangkoku. Domagali się, by w przyszłej konstytucji buddyzm został uznany za narodową religię Tajlandii" podała niedawno wp.pl.
Czy buddyzm to religia ksenofobiczna, nietolerancyjna, wrogo nastawiona do innych? Czy buddyzm domaga się dominacji buddystów nad innymi ludźmi?
Nie!
Tylko jakiś zacietrzewiony antybuddysta przenosiłby wprost ekscesy tajlandzkich mnichów na tak wyrafinowaną i pokojową filozofię.
To nie buddyzm przeczy sam sobie ale domniemane rządania mnichów przeczą buddyzmowi.
Czy analogiczne ekscesy osób przyznających się do katolicyzmu deprecjonują sam katolicyzm?
I to nie!
Choćby i sam Watykan zaczął, wzorem francuskich ateistów, używać gilotyny, to w żaden sposób nie spowoduje to, że zasada "miłuj bliźniego swego jak samego siebie" stanie się mniej ważna.
Zdaję sobie sprawę, że na tę prostą myśl ateiści z Pardonu raczej uwagi nie zwrócą i w najlepszym wypadku rozpocznie się dialektyczne udowadnianie wyższości buddyzmu nad chrześcijaństwem albo wyższości ateizmu nad chrześcijaństwem i buddyzmem razem wziętymi. Cóż - do każdego tokowania można się przyzwyczaić :)
Ba! Można wypróbować inne chrześcijańskie zalecenia.
Oto Byrus1 dworuje sobie z ukrzyżowania Jezusa. Jakiś anonimek dodaje: "...w PiSie krążą plotki , że Dorna żona jest ..... niepokalanego rozpoczęcia". No i wreszcie niezastąpiony Sathom olśniewa wszystkich swoim poczuciem humoru: "i może jeszcze urodzi 24 grudnia syna?! jak tak to do desek go przybijemy za jakieś 33 lata...."
Ot i cała ateistyczna kultura z całym jej niebotycznym poziomem finezji.
I co może zrobić katolik, którego takie zdania autentycznie bolą? Nic specjalnego: może oberwać w drugi policzek.
W końcu i Jezus, wzorzec każdego katolika, wysłuchał przed swoją kaźnią całkiem sporo dowcipów na jej temat.
Zdaje się, że ateista, profesor Wolniewicz, przeuroczy człowiek starej daty, na antenie tego radia, które brukselki tak lubią komentować ale nie lubią go słuchać powiedział coś w tym rodzaju:
"Chrześcijaństwo nie jest czymś w rodzaju miecza, stworzonego do zadawania ciosów. Chrześcijaństwo bardziej jest jak kowadło. Służy do tego aby te ciosy przyjmować. Należy pamiętać jednak o jednym: na tym kowadle pękło już bardzo wiele mieczy."
komentarzy
Czy wiesz, skąd się biorą pieniądze na kredyt, który zaciągasz w banku? Znikąd. Z powietrza. Bank nie posiada w depozycie tych środków, które zapisuje na koncie kredytobiorcy. Środki te prawie w całości bank tworzy z niczego w momencie udzielania kredytu. Do obiegu trafia nowy pieniądz wykreowany przez bank dzięki pożyczce udzielonej z nieistniejących środków.
Współczesny pieniądz to niemal w całości kredyt kreowany w systemie bankowym. Drukowane przez rząd banknoty i bite monety to ledwie kilka procent pieniądza w obiegu.
Nie wie o tym niemal nikt. Jak zauważył kanadyjski teoretyk mediów, Marshall McLuhan: Tylko małe sekrety muszą być strzeżone.Wielkie trzymane są w tajemnicy dzięki niedowierzaniu opinii publicznej.
Bardzo sugestywnie przedstwawia to film Pieniądz jako dług. Prawdziwa terapia szokowa dla ekonomicznych ignorantów.
Oglądając ten filmik dobrze jest jednak zachować pewną rezerwę. O ile charakter współczesnego pieniądza zobrazowany został znakomicie to już cała sprężyna nakręcająca spiralę zadłużeniową przedstawiona jest dość tendencyjnie.
Po pierwsze - silnie pomniejszony został, o ile wręcz nie pominięty, udział władzy państwowej w tworzeniu systemu pieniądza dłużnego. Wydaje się, że to właśnie wchłonięcie systemu bankowego przez państwo umożliwiło uczynienie tego systemu powszechnym i przymusowym. Na gruncie dobrowolnych umów doprowadzenie do takiego stanu bynajmniej nie byłoby oczywiste.
Po drugie - proponowane na końcu filmu środki zaradcze nazbyt zespolone zostały z władzą. Jako ratunek proponuje się szeroko zakrojone działania państwa, czyli tego elementu, który system tworzył i który jest tego systemu częścią najważniejszą.
Tak więc zdecydowanie zachęcam do obejrzenia filmu, co do niektórych jego tez proponuję jednak zachować dość solidny krytycyzm.